Później niż zwykle przychodzi ta wiosna, ale w ogródku już wesoło.
kwiaty zbyt delikatne w swej doskonałości by mogły trwać długo ciesz nimi oczy chłoń sercem to piękno ono trwa ułamek chwili jutro znajdziesz zeschnięte płatki oddane we władanie wiatrowi Daglezja "Niemal założyć się
jestem gotów,
bo wątpliwości moich to nie budzi,
że gdzie jest dom szczęśliwych kotów,
tam jest i dom szczęśliwych ludzi." Franciszek Klimek
Ostatnio bardzo modny staje się piękny sport, a może sposób na życie? Kto wie? Tak się składa, że w rodzinie mam kilkoro odważnych, więc pokażę to, jakże oryginalne 'hobby'. Być może ktoś zechce spróbować ?
Czy to wiosna proszę pana, przyszła do mnie dzisiaj z rana? Suknię jasną ma z brylantów, w koszu kilka drobnych fantów, jeden kwiatek cały biały, i motylek taki mały, szalik w złocie wykąpany, trzy żonkile te z altany, drobne trawki, listki, pąki, dwa czy trzy puchate bąki, dwa kryształki zmarzłej rosy, i skowronek chudy, bosy. Czy to wiosna proszę pana, przyszła rankiem roześmiana?
Wiem, to dziecinne...ale tak jakoś mi błysnęło i zapisałam, później by znikło. :-) Daglezja
Dziś słuchałam koncertu ptasich mistrzów, obserwując przez szybę. To bardzo wielka przyjemność, jak one się spieszą,
jak cieszą, jak dają radość oczom i duszy. Około szesnastej usłyszałam
coś, czego słowom nie powierzę, jedynie 'radość' do tego pasuje. Rankiem
dzielę jedzenie dla moich 'przyjaciół' z lasu. Dziś wyjątkowo dużo
czasu im poświęciłam,. Po kilku dniach leżenia [nie powiem, że choroby, bo było to przyjemne 'nic nierobienie', zamglone temperaturą ], wreszcie wstałam i sama się zajęłam moimi zmarzniętymi przyjaciółmi, omal ich nie podeptałam tak mnie obsiadły:-) Po południu
karmię je po piętnastej, wtedy jest ich najwięcej. Dziś dostały świeżą
słoninkę, kulki z Lidla, za co jestem wdzięczna sklepom Lidla. Pamiętają
nie tylko o ludziach, ale i mają wspaniałe mieszanki ziaren dla
ptactwa, z czego korzystam bardzo często. Ziarno jest konieczne dla
niektórych gatunków, chleb by je zabił. Do tego kasza jęczmienna,
słonecznik łuskany i nie, no i koniecznie jabłka. Przekrawam je na
połówki i takie dwie potrafi przez dzień zaliczyć drozd, ten nasz
polski, co nigdzie na zimę nie leci. Szpaki od kilku dni wymagają
specjalnej troski, jest bardzo zimno, a one ciepłolubne, za szybko
przyleciały. Jedzą jabłuszka, kaszę i inne ziarna i panoszą się jak u
siebie, kosy i drozdy schodzą im z drogi, kosów jest kilka, drozdy dwa, i szpaków duża gromada. Wróbli jest ponad pięćdziesiąt,
sikorek różnej maści około setki...wszystkie bardzo głodne. Zauważyłam,
że potrafią się świetnie porozumiewać, po kolei, nikt nikomu nie
wchodzi w drogę. Nie wiem tylko, jak to bractwo dowiaduje się o tej 'ptasiej
stołówce', którą otwieram codziennie, bo w mgnieniu oka jest ich pełno,
lecą od lasu i tam wracają na noc, część zostaje na moich drzewach
iglastych, mają tu cieplej od wiatru i bezpieczniej .
Gołąbki siwe, te sierpówki zostały jedynie dwa, nocują na wysokim
świerku w gałęziach, a było ich w tamtych latach około dwudziestu. Gile
urzędują wysoko na śliwach, wydaje mi się, że zjadają pączki gałązek.
Grubodzioby uwielbiają słonecznik,
biorą w dzióbek i na gałązce łuskają go i zajadają. Och zapomniałam o
srokach, karma psia koło kojca i na murze musi być dla nich, inaczej
robią tyle krzyku, że nie można wytrzymać:-)
Sroki to oddzielny rozdział, bo jedna z nich jest moją wychowanką, ad
malusiego, wyrzucona przez sąsiadów z gniazda jako pisklę, pobita,
okrwawiona...przeżyła, urosła i poleciała:-)
Jej siostry umarły, były zbyt poobijane. Teraz wraca z rodziną na
jedzonko, trwa to już ponad dziesięć lat. To tyle o moich zimowych
gościach, latem śpiewają mi za darmo....:-)
Zimowe, białe, mroźne, moje ścieżki. Stąpam miękko, delikatnie, nie chcę niszczyć wzorów malowanych mrozem i wiatrem. Tropy zwierząt zdradzają ich istnienie. Czasem wśród pni sosen, w oddali, czmychnie sarenka, czy jelonek. Częściej jednak słyszę odgłos strzału, po zimowym lesie niesie się jęk, skomlenie, skarga i śmiertelny krzyk zwierzątka. Wtedy zamieram, a serce trzepocze jak ptak w klatce, chce się wyrwać i biec na pomoc. Na nic te myśli, wszystko odbywa się w świetle prawa. Prawa? Przyroda sama stanowi prawa. Znów człowiek zaspokoił swój kaprys, zabił, czuje się 'wielki', opanował ziemię, zniszczył tyle gatunków, teraz niszczy siebie. Zauważam, że ludzie słabi, o niskiej samoocenie potrafią być cwani i bezlitośni. Myśliwi, których mam (nie) szczęście znać, należą właśnie do tej grupy.