Napisane: 2009-11-04 16:52
Stracić kogoś.
------------------
Sterylność gabinetu.
Lekarze w kitlach.
Proszę.
Już po konsultacji.
No cóż...nie ma alternatywy.
Amputacja dwu kończyn nie gwarantuje wyzdrowienia.
Nie będzie bolesne.
Narkoza, zastrzyk w serce lub żyłę.
Proszę podjąć decyzję.
Zgadzam się.
Coś pęka.
Patrzę w kochane,wierne, ufne oczy.
Jestem jego, ufa mi, nic złego mu nie grozi.
Czuję potworny ból w skroniach.
Tysiące kolców wbija się w mózg.
Stado kruków szarpie me serce.
Wnętrzności płoną.
Łzy, potok łez.
Skąd ich tyle?
Zły człowiek podał truciznę.
Szczekał.
Był duży, miał donośny głos.
Denerwował.
I poczucie winy.
Nie dopilnowałaś, przygarnęłaś, byłaś odpowiedzialna.
Twoja wina, twoja wina......
Proszę, niech panie idą na spacer.
To potrwa kilka minut, nie będzie bolało.
Pan zostanie, rozumiecie procedura: narkoza, narkotyk, trucizna.
Świadek-policjant.
Wychodzimy, trzymamy się mocno za ręce.
To chwila.
Nie będzie cierpiał.
I poczucie winy: nie dopilnowałaś, byłaś odpowiedzialna,
kochałaś go i wydałaś wyrok śmierci.
Jesteś winna, jesteś winna............
Dziś z perspektywy roku.....nic się nie zmieniło.
Łzy, fontanny łez i ten straszny ból w skroniach.
Kochałaś i zabiłaś.
Jakże to tak?
Klijo, pies rasy Dalmatyńczyk, znaleziony w fatalnym stanie w lesie, był u nas 4 lata.
Otruty, prawdopodobnie trucizną , jaką stosuje się na fermach, przeciw gryzoniom,
nocą przez złych ludzi. Został "uśpiony", nie mogłam znieść jego cierpienia.
Część mnie odeszła wtedy z nim.:(
Daglezja